Transport publiczny bez dobrych regulacji

Według dzisiejszego stanu prawnego, z końcem 2017 roku – czyli za mniej niż dwa miesiące  –  wygasają wszystkie zezwolenia na transport pasażerski. Formalnie wchodzi uchwalona siedem lat temu ustawa o publicznym transporcie zbiorowym. Wchodzi formalnie, ale  w rzeczywistości nie wchodzi w życie.

Rządzący z obecnej ekipy przeszli sami siebie. Prace nad kilkustronicową nowelizacją ustawy trwały ponad rok. Jeszcze w marcu rząd zapewniał, że zostanie ona uchwalona 1 sierpnia 2017 r. Zamiast tego, kilka zapisów o przedłużeniu o kolejny rok znalazło się w rządowym projekcie ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej na rok 2018, który wpłynął do Sejmu 24 października 2017 r. Rządzący rzutem na taśmę uratują transport autobusowy, ulgi ustawowe i niczego nieświadomych pasażerów. Rząd dzielnie walczy z problemami nieznanymi w innych krajach. Dochodzę do wniosku, że aktualny  poziom merytoryczny władz odpowiada temu z czasów przed 1989 rokiem, kiedy podobnie jak dziś w Polsce ważniejsza była polityka od gospodarki.

Ustawa uchwalona w 2010 roku z pięcioletnim vacatio legis przedłużonym o kolejny rok, dodatkowo przedłużana o kolejny rok jest dowodem na całkowitą nieudolność obecnego rządu i państwa polskiego w organizowaniu takich spraw, jak transport pasażerski. Przede wszystkim, cała ustawa o PTZ jest typową dla polityki III RP decentralizacją problemów poprzez ich przerzucanie na samorządy bez zapewnienia im na to finansowania.  Kolejne nowelizacje ustawy o PTZ tylko odkładają problem w czasie, bez jego rozwiązania.

Przyszłość transportu autobusowego

Sprawa jest prosta.  Transport autobusowy w kraju, w którym społeczeństwo się starzeje, a liczba samochodów cały czas się zwiększa, jest jako branża nieopłacalny.  Przewoźnicy, którzy do tej pory liczyli na poprawę sytuacji, zamykają kolejne linie autobusowe, a branża transportowa się kurczy.  Kwitną jedynie przewozy międzynarodowe rządzące się swoimi prawami. Rząd ma do wyboru albo dopłacić, albo zaakceptować fakt powiększającego się wykluczenia transportowego polegającego na tym, że do większości polskich wsi nie sposób dostać się komunikacją publiczną. Gdyby nie dowóz dzieci do szkół, to do trzech czwartych wsi nie dojeżdżałby żaden autobus. Do nieopłacalnego transportu trzeba dopłacić. Rząd nie chce dopłacać, chce pozbyć się problemu, a najlepiej sprawę przeczekać, przynajmniej do kolejnych wyborów.

Tak by się mogło stać, gdyby nie prawo Unii Europejskiej, które po listopadzie 2019 roku wymaga wdrożenia dyrektywy z… 2007 roku, oraz co do zasady, zabrania udzielania pomocy publicznej przedsiębiorstwom bez wdrożenia organizacji publicznego transportu. Dyrektywa, w skrócie, pozwala dopłacać przedsiębiorcom, jeśli wybierze się operatora w przetargu, z wyjątkiem podmiotów wewnętrznych, małych operatorów i małych zamówień. Dyrektywa mówi inaczej, że rynek transportowy ma być otwarty i konkurencyjny.

Jaki związek ma Unia Europejska i dyrektywy z obecną ustawą? Fakt, że aby wybrać operatora potrzeba minimum półtora roku, a aby się do tego przygotować np. w postaci planu transportowego, potrzeba jeszcze więcej czasu. Przedłużenie ustawy o rok niczego nie załatwia i doprowadzi do kolejnego przedłużenia o rok, po czym okaże się że samorządy nie są gotowe na wprowadzenie ustawy. Powodem tego będzie brak czasu, więc będą organizować najwyżej roczne przetargi lub wybierać operatorów na zasadzie – skoro wcześniej dany przewoźnik jeździł na danej trasie to dajmy mu jeszcze kolejny rok, a później się zobaczy.

Można z wysokim prawdopodobieństwem przewidywać, że większość samorządów nie poradzi sobie z ustawą o PTZ po kolejnych odroczeniach.  W przyszłym roku samorządy będą zajęte wyborami. Gminom i powiatom brakuje odpowiednich kompetencji – dlaczego typowy kierownik wydziału transportu w gminie lub powiecie miałby być specjalistą od organizacji i ekonomiki transportu? Zwłaszcza przy braku wystarczającego finansowania zadania przez rząd.

To wszystko pod warunkiem, że pojawi się ustawa, która sprecyzuje, kto, ile i za co  ma dopłacić przewoźnikom, oraz jasno wskaże kompetencje do wyboru operatora.

Istnieje jednak światełko w tunelu. Zamiast konsolidacji transportu publicznego, w wyniku wyboru operatorów, nastąpi naturalna selekcja. Gdy liczba firm w branży będzie się szybko zmniejszać, rentowność branży będzie stopniowo się poprawiać, a przedsiębiorcy będą działać tylko tam, gdzie będzie się to  opłacać.  Podobnie jak ostatnio na rynku lotniczym, po trudnych latach konkurencji z tanimi liniami, wzrosną ceny, a przewoźnicy znów zaczną zarabiać. Tylko załatwi to rynek, a nie rząd, który nie potrafi stworzyć sensownych regulacji na czas. To będzie dobra zmiana…

Post Author: Redakcja

3 myśli o “Transport publiczny bez dobrych regulacji

  • Jerzy Woyciechowski

    (8 listopada 2017 - 14:59)

    Szanowni Państwo.
    Z dużym niesmakiem przeczytałem Państwa tekst pt. „Transport publiczny bez dobrych regulacji”. Zupełnie nie wiem w jakim celu stosujecie Państwo ten napastliwy ton w stosunku do obecnych władz. Czy zupełnie nie widzicie zaniedbań wcześniejszych władz i to w zasadniczo dłuższym okresie czasu? Skupcie się Państwo raczej na znalezieniu konstruktywnych rozwiązań i rzeczowych propozycji. Te złośliwe docinki są zupełnie nie na miejscu.
    Z poważaniem
    Jerzy Woyciechowski

  • Ireneusz

    (10 listopada 2017 - 09:20)

    To nie jest dobra ustawa dla rodzimych ( krajowych) przewoźników. i dlatego budzi tyle kontrowersji…
    Jej uchwalenie w obecnie proponowanym kształcie zlikwiduje 97% krajowych firm transportowych.
    Rynek zostanie przejęty przez wielkie korporacje transportowe, które wyeliminują małych przedsiębiorców.
    „Białe plamy” ? Czysty slogan populistyczny !!!! Można je zlikwidować niemal pstryknięciem paców…!
    Nic prostszego jak zorganizować przetargi właśnie tam gdzie rentowność przewozów jest niska, gdzie autobusy nie docierają bo koszty przeważają przychody.
    Samorządy dopłacają do oświaty, ochrony zdrowia, mogą również do transportu.
    Pomysł wyrugowania krajowych przewoźników (poprzez pseudo przetargi) z od lat wypracowanych ( często przez malutkie firmy) połączeń komunikacyjnych to zamach na naszą przedsiębiorczość!!!
    Pomysł który doprowadzi do maga korupcji i zmonopolizowania rynku transportowego przez firmy które dysponują nieograniczonym kapitałem.
    Jeśli pojawia się szansa na wyłączność obsługi określonej grupy linii komunikacyjnych przez okres 10 lat z możliwością dobrowolnej polityki cenowej to…. z całym szacunkiem jest to gra warta wręczenia każdej, nawet niewyobrażalnej łapówki…
    I na to liczą urzędnicy samorządowi, na lewą kasę, na miejsca pracy dla swoich, na możliwość decydowania o transporcie o którym tak naprawdę nie mają zielonego pojęcia!!! Zza biurka wszystko wygląda zgoła inaczej. Ale lewa kasa kusi, bo o dodatkowych środkach z budżetu państwa przecież jasno się mówi, że” nie będzie” Skąd zatem poparcie złęj ustawy przez samorządowców?
    Niech państwo poprzez rozsądną politykę transportową pozwoli nam się rozwijać,! Za kilkanaście lat dogonimy w tej branży Europę ( w transporcie rzeczy już to zrobiliśmy). I niech nikt nie wierzy, że ten projekt ustawy to troska o suwerena z Bobrów Małych do których autobus nie chce przyjeżdżać.
    Amen

  • Martinez

    (22 grudnia 2017 - 11:19)

    Wnioski końcowe które formułuje autor artykułu, nie tylko przeczą zdrowemu rozsądkowi, ale zdaje się i wcześniejszym tezom stawianym przez samego autora. Ponad wszelką wątpliwość przedmiotowa ustawa jest wadliwa, a z punktu widzenia tak interesu przedsiębiorców jak i pasażerów – wręcz głęboko szkodliwa. Beneficjentem owego bubla prawnego, będą w zasadzie tylko producenci taboru. Z patologiczną sytuacją przerzucania niebotycznych kosztów – sterowanego przez lobbystów – publicznego transportu zbiorowego na pasażerów, mamy do czynienia już obecnie, ale w obliczu funkcjonowania tego korupcjogennego systemu, w którym publiczne oznacza tyle co gotowe do wydrenowania, mamy jeszcze szczątki konkurencji wolnorynkowej pozwalającej nam na uniknięcie partycypacji w stymulowaniu rynku branży budownictwa komunikacyjnego, producentów nieekonomicznego taboru nowej generacji, czy infrastruktury przystankowej. Niestety w polskich realiach celem publicznego transportu już dawno przestał być przewóz osób, na rzecz absorpcji środków unijnych. Komunalne firmy złomują już nawet kilkuletne autobusy – w moim przekonaniu tylko po to, aby zrobić miejsce pod nowe dostawy . Lobbyści obecni także w administracji rządowej dwoją się i troją jak przeforsować minimalny wiek taboru, elektromobilność, etc. Niestety nawet mimo tych perfidnych działań, rynek podmiotów publicznych powoli wyczerpuje się, a sektor prywatny kieruje się zdrowym rozsądkiem. Ustawa ma więc spacyfikować niepubliczne podmioty świadczące usługi, a w szczególności te, które nie chcą podpisywać paktu z diabłem (samorządem) i ponosić kosztów wspierania chociażby elektrobusów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*